środa, 1 maja 2013

#3. "Tajemnicze fotografie"


Rozdział pisany dnia 17 marca 2011 r.

Wisiałam na łańcuchach.Czas ciągnął się niemiłosiernie,dniami i nocami tak wisiałam...i wisiałam...nie zauważyłam kiedy minęły 3 tygodnie.Strasznie głodna i spragniona czekałam na strażnika,który dawał mi coś do jedzenia i picia,tak jakoś mogłam przeżyć.

Pewnego dnia strażnik zamiast obiadu przyniósł klucz.Rozpromieniona tylko patrzyłam jak uwalnia mnie od tych piekielnych łańcuchów.Przez chwilę byłam wolna.Popatrzyłam na niego,na bezdusznego strażnika.On za to skierował wzrok na kraty w okienku.Zauważył,że były podpiłowane,a przecież to nie była moja wina! Od razu podszedł do mnie z paralizatorem.
-Ucieczki się zachciało?-powiedział ozięble.
-Nie mogłam tego przepiłować! Byłam skuta,prawda?-odpowiedziałam w pośpiechu.
-Cicho bądź!-wystraszyłam się,zaczął do mnie podchodzićz tym paralizatorem! Szybko wybiegłam z celi i uciekłam na górę,zaszyłam się w jakimś kącie.Naszczęście nikt mnie nie gonił.
Spojrzałam na drzwi,pod którymi się schowałam.Był na nich narysowany "znak Evrona",tyle że ten był taki...taki wyjątkowy.Zajrzałam do środka.Nikogo nie było.Zaczęłam się rozglądać po pokoju.Strasznie mroczne ściany,wszystko czarne,brudne."Chyba nikt tu nie sprzątał od lat!"-pomyślałam.W pewnej chwili moją uwagę skupiła niewielka szkatułka,zbyt kolorowa jak na wystrój pokoju.Postanowiłam,że ją otworzę i sprawdzę zawartość.Powoli otworzyłam szkatułkę i...moim oczom ukazały się fotografie.Z tym,że to nie były zwykłe,takie sobie fotografie.Na każdej z nich były dwie pandy,zawsze uśmiechnięte.Na jednej fotce jeździły na rowerach,na drugiej grały w piłkę nożną...wyglądali podobnie więc to raczej byli bracia,jednak nie mogłam rozszyfrować kto to był.Przegląd szkatułki przerwał mi czyjś oddech na karku.Wystraszyłam się nie na żarty! Powoli zaczęłam się odwracać i....
-Aaaa!-pisknęłam.Zobaczyłam Evrona.Przestraszona próbowałam uciec,ale złapał mnie.
-Jesli mogę wiedzieć...co ty tu robisz?-spytał spokojnie.
-Puszczaj!-wyrywałam mu się,ale im mocniej się miotałam tym mocniej mnie ściskał.
-Wiesz,że nie ładnie jest przeglądać cudze rzeczy?-
-A ty akurat wiesz jakie poistępowanie jest ładne,a jakie nie!-
-Możliwe,że wiem.Zabierzcie ją stąd! No kto by pomyślał,te dobre pandy z Panfu takie nie wychowane,ech...-uśmiechnął siępodle i odwrócił się na pięcie.Strażnicy natychmiast po mnie przybiegli i wrzucili spowrotem do celi.Naszczęście zapomnieli o łańcuchach...Zaczęłam rozmyślać o ujrzanych fotografiach.Kto to mógł być? to pytanie zadawałam sobie już kilka godzin.Te kilkanaście minut na wolności sprawiły,ze uwierzyłam w wolność i czas strasznie wolno płynął...nagle...kroki! Usłyszałam kroki! szybko podeszłam do krat.Do mojej celi podszedł..Evron.
-Miałem okazać ci więcej litości niż zwykle,jutro stałabyś się niewolnicą i nosiła mąkę do pałacu.Miałabyś po części wolność! Normalnie byśjadła...a ten twój wybryk sprawił,że posiedzisz tu jeszcze...ze 2,3 lata?-załamałam się.Miałam jeszcze tu siedzieć 2 lub 3 lata? Żałowałam ucieczki z celi.Ale to nie było najgorsze...-ponadto,moja droga...przez ten przegląd moich starych zdjęć wywołałaś wojnę...pomiędzy Bitterlandi,a Panfu...-otworzyłam oczy.Wojnę? To był dopiero powód do zmartwień.Ja...ja rozpętałam wojnę! Niezła draka...no,ale co mogłam zrobić? Nie miałam szans na ucieczkę,kraty były zbyt mocne do przepiłowania,nie wiem jak to udało się temu kto przepiłował kraty w oknie.Musiałam siedzieć w celi.Evron popatrzył na mnie,po czym zmarszczył brwi.Spojrzałam w jego oczy."Gdzieś już wizdiałam takie oczy..."-przeleciało mi przez myśl.Kiedy sobie poszedł zaczęłam się zastanawiać gdzie widziałam już ten wzrok.
-Zaraz,zaraz...ta panda na zdjęciu!-szepnęłam do siebie.-ma takie same oczy! Jedna z nich! Ta bez grzywki! To...to jest Evron!-wszystko się zgadzało.Na fotografii był Evron,ale to nie była taka trudna zagadka,no bo po co Evronowi w szkatułce potrzebne były fotki obcej pandy? To musiał byćon.Zagadką było to kim była ta druga panda,ta obok.Gdy przeglądałam te zdjęcia przypuszczałam,że to bracia,ale czy to możliwe,ze Evron miałby brata? Zastanawiałam się tak kilka dni,aż w końcu przyszła mi do głowy szalona myśl.Ta panda bardzo przypominała mi Federa...po za tym Fedi mówił,że ma brata.Może to Evron? Taki starszy brat? Ta myśl nie dawała mi spokoju.Jednakże każdego dnia,przynajmniej raz przychodziła mi ta myśl...ta straszna myśl o nadchodzącej wojnie...

#2. "Złamane serce"


Rozdział pisany dnia 14 marca 2011 r.

Miałam dość.Ten koszmar ciągle powracał! Nie wiedziałam co robić.Wyszłam się przewietrzyć.Nim się spostrzegłam ktoś zaciągnął mnie za drzewo i zasłonił usta.Próbowałam krzyczeć,ale nie mogłam! Wyrwałam się z uścisku i przed sobą zobaczyłam pandę w płowym stroju detektywistycznym i w płowym kapeluszu z czarną wstęgą.Próbowałam przyjrzeć się pandzie,ale zasłaniała się kapeluszem.
-Co to ma być!? Porwanie!? Kim ty jesteś?-pytałam wpatrując się w tajemniczą pandę.
-Spokojnie! To ja...-panda ukazała twarz.
-Fedi?!-krzyknęłam.Moim oczom ukazał się mój przyjaciel Feder. Wysoki szatyn o jednym oku brązowym,drugim zielonym.Prawdziwy kolor jego oczu to brązowy,ale kiedyś jego brat pobił go tak,że dostał wstrząsu mózgu i jedno oko zmieniło kolor.Pod tym okiem ma także dwie szramy.Wszyscy mówią na niego Fedi,ponieważ jego pełne imię przypomina mu o bracie.Niestety nigdy nie dowiedziałam się jak ma na imię jego brat,nigdy go nie widziałam...w każdym razie kilka lat temu wyjechał na wyspy po za Bitterlandią,by zacząć lepsze życie.Nawet nie wiem kiedy powrócił.Od razu rzuciłam mu się na szyję.Uśmiechnął się.
-Tęskniłem!-w końcu się odezwał
-Ja też...kiedy przyjechałeś?-spytałam
-To nieistotne.Teraz mamy ważniejszy problem na głowie.-spojrzał mi prosto w oczy
-My?-zdziwiłam się nie co.
-Tak.Przecież wiesz,że Panfu...i Bitterlandia...-odpowiedział lekko przybity
-No...ale jaki to ma związek z nami?-uśmiechnęłam się
-Proste.wyjeżdżam na stałe...na wyspy.-po tych słowach mój uśmiech od razu zbladł,zamiast niego pojawiły się łzy w oczach.
-A...ale co ty mówisz? Pzrecież świetnie się układało...-powstrzymywałam się od płaczu.
-Wiem...ale muszę zarabiać,prawda?-starał się unikać mojego wzroku
-Pieniądze są ważniejsze ode mnie?!-krzyknęłąm.
-Oczywiście,że nie.Może kiedyś cię odwiedzę.-powiedział spokojnie.
-No,ale przecież...-zająkałam się
-Wybacz mi...-przytuliłam go.Tak było mi w tej chwili ciężko.Chciałam się rozpłakać,albo najprościej to wszystko zakończyć.
-Trzymaj się,Bunn.Dasz sobie radę! Będzie dobrze!-próbował mnie pocieszyć,ale to nie pomogło.-Nie zachowuj się jak baba!-
-Ha ha! Bardzo śmieszne!-przewróciłam oczami.-
-Po za tym.Moja mama wywróżyła ci kogoś innego.W wielkiej podróży!-
-Jakiej podróży?-
-Do Bitterlandii!-powiedział stanowczo.Popatrzyłam na niego. -Chodź,odprowadzę cię do chatki...-
Całą drogę szliśmy w milczeniu.Fedi chyba postanowił oszczędzić moje serce przed bolesnym pożegnaniem,bo zniknął,nawet nie wiem jak.Położyłam się spać,jednak nie mogłam zasnąć.
kilka godzin leżałam i powstrzymywałam się od płaczu,jednak z minuty na minutę jakaś siła zmusiła mnie do snu.Znowu ten koszmar...jednak nastąpiła w nim jakaś zmiana.Zamiast jednej pandy w obdartych ciuchach niewolniczych w celi stał...Fedi! Krzyczał: "Ratuj mnie!".Obudziłam się z krzykiem.Coby natychmiast wstał i do mnie podbiegł.
-Wszystko gra?-spytał rozdrażniony
-Tak...-odpowiedziałam lekko wystraszona
-Znów ten koszmar?-zmarszczył brwi.-Musisz coś z tym zrobić!-
-Wiem Coby...dlatego jutro wyruszam do Bitterlandii!-palnęłam bez zastanowienia.
-Weź się połóż,masz gorączkę?-
-Nie,Coby.Muszę to zrobić! Tam jest Fedi! A przynajmniej był we śnie...-Coby popatrzył na mnie jak na wariatkę.Nie żartowałam.Rano spakowałam jedzenie,wodę w butelce i zmienne ciuchy do plecaka.
-Bunn,zaczekaj no! Nie przemyślałaś tego! Wiem,że kochasz Fediego i w ogóle...ale to nie jest rozsądne!-Coby starał się mnie zatrzymać.
-Proszę,proszę! Skąd ty nagle taki rozsądny?-spytałam sarkastycznym tonem.-Wszystko przemyślałam.Jesteś rozumny więc wiesz gdzie jest papu,a gdzie piciu,no nie?-
-Śmieszne to było,ha ha!-
-Jak dla mnie bardzo.Idę,do zobaczenia za około 2 tygodnie!-
-Albo 2 miesiące...-szepnął.Ja zaś ruszyłam w drogę.Ciepły wiosenny poranek,ach! Kochałam takie chwile jak ta,zawsze się nimi rozkoszowałam,nawet teraz kiedy Panfu złączone było z Bitterlandią na zawsze,nawet wtedy kiedy moja miłość uświadomiła mi,że wyjeżdża na zawsze i być może się już nie zobaczymy...może i cios,ale twardym trzeba być.Nim się spostrzegłam,byłam już za basenem.
-Do widzenia Panfu,witaj Bitterlandio...-powiedziałam do siebie.Moim oczom ukazała się zimna,lekko zmrożona ścieżka.Prowadziła prosto do pałacu Evrona,jednak tu wszędzie roiło się od strażników.
Nie było mowy o ścieżce.Wskoczyłam w krzaki i zaczęłam podążać do zamku.Wokoło pełno strażników,ale udało mi się przejść niezauważenie.
-Nie możliwe! -szepnęłam.-Udało się!- Popatrzyłam na zamek.Zadziwiające było to,że cały zamek wyglądał tak jak w moim śnie,a przecież nigdy tu nie byłam.Weszłam do środka.Oniemiałam.
Wszystko wyglądało zupełnie tak samo jak we śnie! Na dodatek...stukanie! Jakby ktoś kuł miecz! Po tym uśłyszałam piłowanie,jakby krat.Takie jak we śnie...cóż.Skupiłam sie na jednym-lochy!
Przeszłam jednym korytażem i już schodziłam w dół.Spojrzałam na lewo,potem na prawo.Wszędzie uwięzione pandy! Krzyczały do mnie,bym ich uwolniła,ale nie mogłam.
-Fedi! Fedi! Jesteś tu? Odezwij się!-krzyczałam.Usłyszałam kroki,odwróciłam się zamarłam.Ogomny,kilkunastometrowy cień pandy...jak z mojego koszmaru.Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam ciemną postać stojącą w świetle,przez co nie mogłam jej rozpoznać.
Usłyszałam tylko "No,no! Kto cię przysłał królewno? Do lochu z nią!".Wystraszona zaczęłam uciekać.Patrzytłam w tył,by zobaczyć czy nikt mnie nie goni i nagle poczułam rażenie prądem.Nie wiedziałam co się stało,ale gdy się obudziłam-miałam dyby na rękach i nogach i byłam w celi.Przed nią stał Evron.
-Dla królewny specjalne traktowanie.-uśmiechnął się szyderczo i poszedł.Inne pandy nie były przykute do ściany! Poczułam się oszukana.Nie było tu Fediego! Jego matka to zwykła kłamczucha! Jednak miałam większy problem.Byłam w uwięziona...

#1. "Koszmar"


Rozdział pisany dnia 12 marca 2011 r.

Wtedy była wiosna. Nadszedł spokojny wieczór rozpoczynający się chórem kosów. Oto wielka wyspa pand różnego rodzaju spokojnie spowijała się w ciemnościach ciepłej nocy.Po najzwyklejszym dniu spędzonym w szkole i w chatce,zmęczona weszłam do wanny szukając odprężenia. W żółto pomarańczowym bikini okryłam się pianą i wyjrzałam przez okno umiejscowione tuż obok wanny. Westchnęłam odurzona magią zachodzącego słońca.
-Och,jaki spokój!-powiedziałam w końcu do siebie patrząc na wielki wulkan.Z głębokiego zamyślenia wyrwała mnie niebieska niezwykła kreatura.
-Bunn! Co tam widzisz? Daj popatrzeć!-krzyknął wskakując na róg wanny,a potem na parapet.Popatrzyłam na niego z pogardą.
-Coby! Nie możesz tak po prostu wpadać sobie kiedy myślę! Po za tym,jestem w trakcie kąpieli...-nakrzyczałam na niego choć w rzeczywistości wcale nie byłam na niego zła.Ta chwila była zbyt cudowna,by mógł ją przerwać.Po za tym,zbyt kochałam Coby'ego.Od zawsze był niezwykły.Dawno temu,gdy fotografowałam Panfu zobaczyłam kilka złośliwych pand,które rzucały kamieniami w małego niebieskiego Woobysia.Malec uczepił się na wysoko położonej skale,rzucając kamieniami strącili go i spadł na ziemię.Odstraszyłam ich puszczając z telefonu syrenę policji.Zabrałam Woobysia do szpitala,potem do prof. Bookworma.Jak się okazało,maluch był stworzeniem obcego pochodzenia.Tak przynajmniej Bookworm twierdził na początku.Potem powiedział,że niedawno na Panfu spadł niewielki odłamek skalny z kosmosu,struktura Woobysia i skały się zgadzała.Woobyś został napromieniowany.Rzecz jasna miało to swoje plusy,bo umiał on mówić tak jak my! Nazwałam go Coby i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi od kilku lat.Teraz patrzył wesoło przez okno.
-Prawda,że dziś jest pięknie? Taki spokój!-krzyknęłam i pogłaskałam towarzysza.
-Weź mnie nie głaszcz,co ja pies? Nie mów hop,pamiętasz,że nie dawno chmurki zasłoniły nam niebo?-powiedział skwaszony.
-Ale chmury zostały odpędzone! A ten czarnoksiężnik...Veron? Już i tak się pewnie poddał!-powiedziałam pełna entuzjazmu.
-Po pierwsze to Evron,po drugie jestem pewien,że taki tym nie daje tak łatwo za wygraną.Jeszcze zobaczysz!-odpowiedział z impetem
już chciałam mówić,by dał sobie spokój kiedy nagle ogromny huk przerwał wieczorną ciszę.Zaraz po nim ziemia się zatrzęsła.Coby wpadł do mojej wanny,ja zaś z niej wyskoczyłam i wybiegłam z chatki.Obejrzałam się.Zaraz przybiegł i Coby.
-A nie mówiłem?-krzyknął do mnie.Wszystkie pandy zaczęły wychodzić ze swoich chatek,zdezorientowane pytały co się stało.Natychmiast ubrałam się i z Cobym popędziliśmy do miasta.Po środku stała Kamaria,wyraźnie zmartwiona.
-Co to było?-ktoś się jej spytał.Podeszłam bliżej.
-Kochani! Stało się coś najgorszego! Coś czego obawiałam sięod dawna! Evron,zły czarnmoksiężnik...nie udało mu się przyciągnąć do siebie małego Paula...-tu musiała porzerwać.Wszyscy patrzyli na nią w napięciu.W końcu odezwała się. -Nasze Panfu zostało złączone z Bitterlandią! Na zawsze!-
Wszyscy wstrzymali oddech na czas jej przemowy,po niej zaparło im dech w piersiach.Uciekłam do chatki.
-Jak to się stało!?-wykrzykiwałam
-Nie wiem,nie krzycz na mnie!-Coby wskoczył na parapet.
-Och...teraz my...my wszyscy! Każdy z nas,może natknąć się na Evrona!-
-Uspokuj się! Błagam,dość!-Coby skulił się w swoim koszykowym posłaniu.
-Wybacz...też już się położę..-opanowałam złość -Najlepiej będzie jak się z tym prześpimy.-ziewnęłam.
W nocy przyśniło mi się coś...dziwnego.Stałam pod jakimś dziwnym czerwonym pałacem.Dookoła tylko ciemność,pałac się świecił.Zdobiły go pomniki kóz z długimi brodami i rogami.Miałam wrażenie,że kogoś mi przypominają.Weszłam do środka.Słyszałam stukanie w metal,jakby ktoś kuł miecz.Potem nastąpiło piłowanie.Chciałam iść w górę,ale jakaś siła ściągała mnie w dół,do jakiejś piwnicy.Tam zobaczyłam coś strasznego.Pandy! Uwięzione...krzyczały "Wypuść nas!","Nie zabijaj nas!".Zrobiło mi się ich szkoda.Usłyszałam donośny krzyk pandy "Do lochu z nią!".Odwróciłam się i zobaczyłam ogromną pandę ze zmarszczonymi brwiami.Zdawało się,że ta panda miała 18 metrów wzrostu! Śmiała się okrutnie i wywijała swoją czarną,stalową laską.Miała kozie rogi i kozią bródkę,zupełnie jak kozy na murach pałacu.Zrozumiałam kim była panda.To był Evron.gigant złapał mnie swoją ogromną łapą i wrzucił do celi,w której przypiął mnie do łańcuchów.Krzyczałam i miotałam sięna wszystkie strony.Zamknęłam oczy i je otworzyłam,lecz po ich otwarciu nie byłam już w celi.Byłam w swojej chatce.Cała spocona i wystraszona.
-Co za koszmar!-jęknęłam.Wyjrzałam przez okno,słońce powoli wschodziło.Wiedziałam,że już nie zasnę,bałam się zasnąć.Bałam się,że ktoś znów wrzuci mnie do celi...
Postanowiłam przejść się,chociażby na wulkan.Po tym koszmarze już nic by mnie nie uspokoiło,nawet śpiew kosów.Nawet taki piękny wiosenny poranek.
Z wulkanu doskonale widać było całe Panfu,także i Bitterlandię.Spojrzałam na to straszne miejsce.Czerwony pałac zdobiony pomnikami kóz,wielkie szpiczaste pasma górskie,te wieczne ciemności.Pomyślałam o swoim koszmarze.Ten wielki Evron,co to mogło znaczyć? Wpakuje mnie do celi? Lochów?
W pewnej chwili podbiegła do mnie panda.
-Hej Bunneary!-zawołała
-O,hej Molly-odpowiedziałam jej i dalej patrzyłam na pałac Evrona.
-Czemu jesteś smutna?-spytała i usiadła obok mnie.
-Miałam w nocy koszmar...-wstałam i wskazałam na Bitterlandię.Ona jednak nie zauważyła tego tylko od razu dodała:
-O takim czymś się zapomina! koszmary nocą to nie koniec świata!-uśmiechnęła się
-Ale nie o takim.Śniło ci się kiedyś,że widzisz zamknięte pandy w lochach i kilkunasto metrowego Evrona,który chce cię wpakowaćdo celi?-Molly popatrzyła na mnie jak na zielonego kota.Zapadła cisza.Molly nie zamierzała spędzićze mną całego dnia na wulkanie toteż poszła.Później i ja poszłam,ale do szkoły.
Po powrocie do domu zaczęłam czytać książki o Bitterlandii.Znudzona zasnęłam.Po pięciu minutyach obudziłam się z krzykiem...znowu ten koszmar!

niedziela, 28 kwietnia 2013

Grand Opening! :)

Hejka spragnione wrażeń Pandy! ;)

Za namową pewnej Pandy, postanowiłam wrócić do pisania Wielkiej Opowieści o Panfu!
Niestety, zapomniałam hasła do starego maila i nie mogę pisać oryginalnego bloga. Założyłam więc zupełnie nową "Wielką..." :)

Trzy pierwsze rozdziały zostaną opublikowane jeszcze dzisiaj, ponieważ wystarczy je tylko skopiować ze starego bloga. Jednak proszę Was, nie zwracajcie uwagi na liczne błędy. Owe rozdziały pisałam ponad dwa lata temu, mój styl pisania się zmienił i teraz (mam nadzieję) nie robię tylu błędów ortograficznych i interpunkcyjnych, co kiedyś ;)

Postanowiłam też, że zrezygnuję z komputerowych ilustracji w nowszych rozdziałach. Ilustracje z pierwszych rozdziałów musiały być robione bardzo szybko, toteż są wykonane niestarannie.
O wiele lepiej idzie mi rysowanie na zwykłej kartce papieru, a więc takie ilustracje będę zamieszczać na blogu.

No, to chyba wszystko, co chciałam Wam napisać na powitanie :)
Mam nadzieję, że znajdzie się kilka Pand, które zechcą czytać moje wypociny ^^'

Tak więc, do napisania!
Bunneary.